Wysportowany nastolatek nagle stał się ofiarą wypadku. Miał minimalne szanse na przeżycie, a po czterech miesiącach śpiączki nikt nie dawał nadziei, że wstanie ze szpitalnego łóżka. Nauka chodzenia i mówienia trwała wiele lat. Dziś Radosław Kwietniewski inspiruje innych, pokazując, że niemożliwe jest możliwe.
Gdy rehabilitacja zaczęła przynosić efekty, szukał sportu dla siebie i w sieci natrafił na armwrestling oraz klub TYTAN. Inni zawodnicy przyjęli „Radzia" jak swojego — sympatycznego, wesołego i pełnego pomysłów.
Było kilka przełomowych momentów. Pierwszy to dzień wypadku. Drugi — kiedy po latach samodzielnie postawiłem pierwsze kroki i zrozumiałem, że warto żyć. Kolejny — pierwszy brązowy medal mistrzostw Polski.
Radosław jest dziś znanym i szanowanym społecznikiem. Marzy o szczęśliwej rodzinie i Mazurku Dąbrowskiego na mistrzostwach świata, a jeszcze lepiej — na paraolimpiadzie.